18 marca 2015

Rozdział 51.

 
    – Halo? – wyszeptałam ponownie, a wtedy stłumiony jęk rozbrzmiał jeszcze raz, tym razem jednak bliżej. Ruszyłam w kierunku tego dźwięku najciszej jak potrafiłam. Moje stopy szurały po zimnej, betonowej posadzce, a kurz unosił się w powietrzu zatykając moje nozdrza. Powietrze było wilgotne i zatęchłe, musiałam powstrzymywać się od tego by nie zacząć kaszleć, ponieważ wtedy ktoś by mnie usłyszał.

     Moje serce biło tak szybko jak nigdy wcześniej. Bałam się, że zaraz wyskoczy mi z piersi więc spróbowałam uspokoić mój oddech jednak nie potrafiłam. Potrzebowałam tlenu zamiast kurzu. Zapach pleśni i brudu był bardzo silny, sprawiał, że robiło mi się niedobrze. Potrzebuję powietrza, muszę się stąd wydostać.

     
Jakaś sylwetka osunęła się na krześle, a światło świecy ułatwiło mi rozpoznanie tej osoby.

     Jego włosy były splątane oraz wilgotne i tłuste, prawdopodobnie z powodu tego, że w pomieszczeniu było bardzo ciepło. Nie miał na sobie koszulki i był brudny. Jakaś ciemna ciecz sączyła się z jego skroni tworząc ścieżkę wzdłuż linii jego szczęki, a na jego ciele można było zauważyć plamy oraz siniaki.

     Stłumiłam westchnienie, ale mężczyzna nadal mnie słyszał i spojrzał na mnie poważnym, pełnym bólu wzrokiem.

    – Liam?

     Jego głowa przechyliła się na bok, a jego zgięte ręce, starały się uwolnić nadgarstki ciągnąc linę bezwładnie. Otworzył swoje usta by odezwać się do mnie, zatrzymać mnie i jęknął z irytacją próbując poruszyć swoimi nogami po czym osunął się bezwładnie.

    – Ah, Evelyn? – syknął jakiś głos ukryty w cieniu. – Nie powinnaś być po tej stronie. Oh, –zachichotał – to ironiczne – był to męski głos. Mogłam usłyszeć dudnienie w jego piersi i poczuć uśmiech, który zakradł się na jego twarz, ale to nie był mężczyzna z wczoraj. To nie mógł być on.

     Zamarłam i mimo tego, że moje płuca domagały się tlenu wstrzymałam mój oddech. Oni wiedzieli, że tutaj jestem nawet jeśli w całym pomieszczeniu było ciemno, nie licząc tej świecy palącej się w rogu, która nie oświetlała nawet ani jednego mojego włosa.

     Jakaś zimna dłoń przyciągnęła mnie do swojej klatki piersiowej, a ja starałam się wyrwać i uderzyć napastnika łokciem w brzuch. Niestety jego dłoń znalazła się na moich ustach, które były otwarte, ponieważ ciężko przez nie oddychałam. Czuć było od niej jakimiś chemikaliami. Wierzgnęłam jeszcze raz i usłyszałam jęk osoby kiedy uderzyłam ją w ramię. Wymachiwałam rękami jak szaleniec, ale oni chwycili mnie ponownie. Jeszcze mocniej niż poprzednio.

13 GODZIN TEMU
    – Bądź ostrożna dziś wieczorem – Harry oparł swoje łokcie na barierce balkonu. – Nie zapomnij o godzinie policyjnej.

    – Taa, wiem. Przecież i tak, co miałabym robić w nocy? – kopnęłam kawałek zbitego szkła, które leżało na balkonie. – To wszystko twoja wina. No wiesz.. Ta cała godzina policyjna. –uśmiechnęłam się żartobliwie, a on wzruszył tylko ramionami.

    – W porządku. Nie długo zniknę z miasta – powiedział i zaczął gapić się w ciemność.

     Wpatrywałam się w niebo. Robiło się coraz ciemniej, a jeśli dobrze się przyjrzałam mogłam zauważyć pojedyncze, malutkie gwiazdy. Nie żeby były takie malutkie w rzeczywistości. – Skąd będą wiedzieli, że zniknąłeś?– spytałam z ciekawości. Na szczęście, nie czułam się zmęczona. Wiedziałam, że minie jeszcze kilka godzin nim położę się do łóżka jednak byłam pewna, że rzeczy o których będę myślała dziś w nocy nie dadzą mi zasnąć. Kuuuuurwa.

     Harry przygryzł swoją wargę. – Upewnię się, że zostawiłem im małą wiadomość. Po prostu nie zamartwiaj się tym.

     Nie zamartwiaj się tym, nieważne, odpuść, zaufaj mi – to wszystko co dzisiaj do mnie mówił, byle tylko zmienić temat i zapobiec jakiejkolwiek rozmowie.

    – Harry – wyszeptałam – J..ja boję się – powiedziałam, na co on westchnął.

    – Proszę... czy mógłbyś się zająć tym, czymkolwiek do cholery to jest? – błagałam go, mając na myśli człowieka, który mi groził. Grałam z nim w tą całą grę kłamstw. – Wątpię, że jest sam. On mnie przeraża, kurwa.

    – Już dobrze – uśmiechnął się do mnie wymuszenie. – Porozmawiam z nim później, po prostu nie wychodź z domu. I nie, nie mówię, że jest już po tobie, ani nic z tych rzeczy – wzdrygnęłam się. – On tylko próbuje cię przestraszyć, to mnie grozi.

    – Okay.

    – No dobra, więc... – chwycił szczeble drabiny. – Będę już szedł.

    – Dom? – spytałam.

    – Uh.. nie, mam coś do załatwienia – powiedział i zaczął schodzić w dół. W połowie drogi zeskoczył z drabiny i wylądował na ziemi. – Pa.

     Pomachałam mu niezgrabnie i poczekałam, aż jego sylwetka zniknie by wejść z powrotem do środka. Była dopiero piąta po południu, ale przebrałam się w moje pidżamę i postanowiłam odrobić moją pracę domową. Miałam dużo na głowie, chociaż nie tak dużo jak zawsze. Udało mi się skończyć dwa przedmioty w jakieś trzy godziny dekoncentrując się przy tym co pięć minut.

     Kiedy mama zawołała mnie na obiad nie było tak krępująco jak zawsze, ale jednak panowała cisza. Tylko pół godziny zajęło mi zjedzenie posiłku, umycie naczyń po sobie, wyszorowanie zębów oraz wrócenie do pokoju, w którym zastałam jakąś kartkę leżącą na moim łóżku.

     Stałam przed drzwiami mojego pokoju jakąś minutę, wszystko dokładnie analizując. Jeśli ktoś włamał się do mojego domu tylko po to by zostawić notatkę to nie miał zamiaru mnie zabić. Gdyby było inaczej, ten ktoś byłby właśnie w moim pokoju. Chwyciłam metalową linijkę z biurka, na wszelki wypadek, i postanowiłam sprawdzić pod łóżkiem. Zajrzałam w każdy możliwy kąt. Spowodowałam przez to mały bałagan i skierowałam się do najbardziej oczywistego miejsca, w którym ktoś mógł się ukryć. Szafa.

     Przypomniałam sobie dziwne dźwięki dochodzące gdzieś z mojego pokoju podczas gdy ja i Harry mieliśmy w zamiarze zjeść obiad i ścisnęłam moją "broń" tak mocno, że aż pobielały mi całe kostki.

     Moja dłoń bardzo powoli zbliżała się do klamki, którą chwyciła cicho – i przysięgam, usłyszałam jakieś dziwne odgłosy, i otworzyłam szybko drzwi szafy. Odskoczyłam w tym samym czasie do tyłu, unosząc linijkę ponad głowę gotowa by ją opuścić i uderzyć kogoś w twarz.

     Ale nikogo tam nie było.

     Uderzyłam otwartą dłonią w czoło czując się głupio. I wtedy usłyszałam ciche skrzypienie kiedy drzwi od mojego balkonu rozsunęły się, shhh, a potem ktoś chwycił mnie  w talii i przyłożył dłoń do moich ust.

     Wrzasnęłam, a wtedy ktoś zaczął szeptać mi do ucha. – Uspokój się, uspokój się Evelyn, to tylko ja.

     Odepchnęłam dłoń znajdującą się na moich ustach i odwróciłam się. Popchnęłam tę osobę, mocno, sprawiając, że uderzyła w ścianę.

     To była ona.    – El?

    Skrzywiła się, ale szybko wróciła do normalnej pozycji, skubiąc swoje podarte jeansy. –Spodziewałam się – chrząknęła – Trochę cieplejszego powitania, ale dobre i to.

     Patrzyłam na nią skonsternowanym wzrokiem nie dowierzając. Eleanor była inna. Nie minęło znowu tak strasznie dużo czasu od naszego ostatniego spotkania. Miała przekłuty nos, jej spodnie były znoszone, bluzka przylegała do jej ciała, a końcówki jej włosów były zafarbowane na niebiesko.

    – Co do kurwy nędzy? – zaklęłam.

     Uniosła swoje brwi do góry i otaksowała mnie spojrzeniem z góry na dół. – Zabrzmiałaś skandalicznie, ale.. Cholera, tak myślałam, że to robisz.

    – Co, że niby bardzo się zmieniłam, tylko dlatego, że żyję z mordercą? – warknęłam i zacisnęłam mocno szczękę. Nie wiedziałam skąd we mnie taka złość, ale nie obchodziło mnie to. Może było to spowodowane tym jak swobodnie i normalnie się zachowywała po tym jak odeszła. Tak właściwie to ja odeszłam, ale to ona wybrała członka gangu Harry'ego Styles'a zamiast swojej przyjaciółki Od-Nie-Wiem-Jak-Dawnych-Czasów.

    – Ja przynajmniej nikogo nie skrzywdziłam. – odpowiedziała na moją zaczepkę.

     Podeszłam do niej i podwinęłam jej rękawy.

    – Tutaj tego nie znajdziesz – powiedziała dosadnie.

    – O Boże.. -– burknęłam, zawiedziona – ...Gdzie?

     Zacisnęła usta i odrzuciła włosy na jedno ramię. Stanęłam na palcach, ponieważ była ode mnie trochę wyższa, i popatrzyłam. Eleanor opuściła jedno ramiączko swojej bluzki ukazując kawałek tatuażu znajdującego się na jej obojczyku.

    – Co to jest? – starałam się ukryć odrazę, która pewnie brzmiała w moim głosie.

     Opuściła bluzkę jeszcze trochę niżej.– Łapacz snów, nie widzisz? – odpowiedziała.

    – Ta.

     Usiadłam na łóżku i przetarłam moje oczy. Ona także nie odzywała się ani słowem. Pewnie spodziewała się, że rzucę się na nią i będę mówiła jak bardzo za nią tęskniłam.

     To niestety się nie zdarzy.

    – Więc.. – zaczęła bawić się swoimi włosami – Jak się miałaś przez ten cały czas? –prychnęłam i odwróciłam się do niej plecami.

    – Evelyn, proszę cię.. – popatrzyła na mnie swoimi wielkimi oczami. – Co ja takiego zrobiłam?

    – Co ty takiego zrobiłaś? – warknęłam. – Co ty takiego zrobiłaś? – łzy cisnęły mi się do oczu, co wkurzało mnie jeszcze bardziej, że będę płakała w momencie kiedy chciałam być poważna. – Wybrałaś pieprzonego morderce, zamiast swojej najlepszej przyjaciółki.

    – Wcale nie – mruknęła.

    – Jak to niby nie?

    – Chciałaś stąd uciec, a ja pomyślałam, że to totalnie głupi plan – zmarszczyła brwi. –Wiedziałam, że tak to się skończy. Gliny pojawiające się w twoim domu co trzy dni by zadać ci parę pytań. A jak brzmiały twoje wymówki na to, że nie wiedziałaś jak wyglądała osoba, która cię porwała? Byłam oślepiona  albo może Było zbyt ciemno. No proszę cię.

     Mrugnęłam, nie otwierając już moich oczu. – To ja byłam tą, która uciekła, ale czułam się tak, jakbyś to ty mnie zostawiła.

    – Nie wydaje się, że żyje ci się źle beze mnie – wyszeptała i ściągnęła usta.

    – Nie wiesz tego – powiedziałam.

    – Może jednak wiem. Jesteś trochę nie fair z tym całym byciem z mordercą. Chodzisz do pieprzonej szkoły z jednym z nich.

    – Mów ciszej – syknęłam.

    – Oh, jasne. Więc twoja rodzina nie ma pojęcia o tym, że jesteś związana z jedną z największych kryminalnych organizacji na świecie? Wow – powiedziała z kamienną twarzą.

    – Eleanor! – spojrzałam na nią – Przymknij się.

    Co dziwne, tak właśnie zrobiła. Skrzyżowała ręce na piersi chodząc w kółko po moim pokoju. To właśnie robiła kiedy była zniecierpliwiona, albo nie miała na nic humoru.

    – Okay, przepraszam – wpatrywała się w podłogę. – Ale sama wiesz jaki jest Harry. Zaczął chodzić do szkoły tylko po to by mnie wkurzyć.

     Uśmiechnęła się lekko. – Henry?

    – Co?

    – Harry.. jego fałszywe imię to Henry, tak? – spytała.

     Przygryzłam wargę uśmiechając się lekko. – Nope, używa imienia Tyler.

     Eleanor zaśmiała się w tym samym czasie, w którym rozbrzmiał dźwięk, coś jakby uderzenie.

    – Też to słyszałaś? – szybko zeszłam z łóżka. Czyżby ktoś znowu próbował się włamać?

     Chwyciłam metalową linijkę ponownie, a Eleanor patrzyła na mnie z miną jakby miała usta pełne kwaśnego mleka. Nie kwestionowała tego co robię, sprawiając, że moja paranoja była coraz większa.

    – Co takiego? Oh, myślę, że to byłam tylko ja. – Eleanor opuściła nogi z łóżka uderzając w nie piętą. – Um... wszystko z tobą okej?

    – Tak, jasne – moje gardło się zacisnęło. – Oh, El?

     El wyprostowała się.

    – Jak się tutaj w ogóle dostałaś? – zapytałam.

    – Louis podrzucił mnie jakieś pół godziny przed tym jak się zjawiłaś – powiedziała.

     Zadrżałam na samą myśl o dwóch mordercach w jednym mieście, a po chwili potrząsnęłam głową przypominając sobie słowa Eleanor: jesteś trochę przewrażliwiona, albo nawet bardziej niż trochę, na punkcie osoby, która pisze te głupie notatki. Zastanawiałam się czy aby nie powiedzieć o tym Eleanor, ale doszłam do wniosku, że to nie jest dobry czas.

    – Harry powiedział, że gdzieś idzie, prawdopodobnie na spotkanie z Louis'em – powiedziałam na co ona pokiwała twierdząco głową. – Przebyłaś taką drogę by się ze mną spotkać?

    – Yhm.. tak.

     Uśmiechnęłam się i zamknęłam drzwi balkonowe.

    – O co chodzi z tą dziurą  w twoim oknie? – spytała Eleanor wskazując na potłuczone szkło.

    – Ziemniak.

    – Co?

    – Harry je rozbił – poprawiłam się.

    – Która jest godzina? – Eleanor spytała i zaczęła rozglądać się za zegarkiem. – Oh, jest jeszcze wcześnie, dopiero 5 po południu –odpowiedziała sama sobie.

    – O 10 jest godzina policyjna – powiedziałam. – To ponieważ Harry tu jest i sama wiesz..

    – On wciska kit – skomentowała – Podobają Ci się moje włosy?

     Usiadłam naprzeciwko niej na moim łóżku.

    – Jak do cholery masz czas na to żeby farbować swoje włosy? – spytałam

    – Nie wiem. Kumpel Zayna miał trochę czasu zanim ochroniarz zauważył, że ona kradnie w sklepach więc brała cokolwiek – powiedziała, nawiązując do Perrie.

    – Ja wracam, Eleanor – powiedziałam po chwili ciszy.

    – Czekaj, co? – jej twarz wyglądała na zmartwioną z jakiegoś powodu.

     Czekałam, aż w końcu wyrzuci wszystko z siebie jednak ona dała mi znak bym kontynuowała.

    – Harry powiedział, że nie możemy tu zostać. Ludzie są podejrzliwi, a giny robią wszystko by zmusić mnie do mówienia. – właśnie to Harry mi powiedział. Było oczywiście coś jeszcze, coś czego nie chciał mi powiedzieć.

     Coś ukrywał.
To przypomniało mi o czymś jeszcze. Miałam to na końcu mojego języka, ale powstrzymałam się.

    – Oh, przykro mi – nie brzmiała współczująco, jednak nie chciałam jej tego wytykać, by nie czuła się niekomfortowo. Ale nie obwiniam jej. Jeśli zostawiła mnie dla gangu, ale teraz na szczęście wraca to będę zachwycona.

    – Przynajmniej będziemy się częściej widywały – powiedziałam, na co ona uśmiechnęła się krzywo i westchnęła.

    – Więc... – było o wiele bardziej niezręcznie niż mogłam sobie wyobrazić. Myślałam, że będę na nią wrzeszczała, obwiniała ją o wszystko, na co ona będzie wrzeszczała na mnie, w furii, aż w końcu obie odejdziemy. Ona do gangu, a ja sama. – Jak tam życie?

     Usłyszałam jak przełyka ślinę. – Uhm.. po prostu dobrze – z wielkim zainteresowaniem wpatrywała się w okno, w to jak wiatr wiał i uderzał w ściany domu, wślizgując się do środka budynku poprzez dziurę w szkle.

    – Nie mówisz mi wszystkiego – powiedziałam. Wiem, że nie powinnam wtykać swojego nosa w nie swoje sprawy, ale czułam, że powinnam to wiedzieć.

    – Nie powinnam – odpowiedziała prosto. – Ale to nie jest tak, że to jest super tajne. Znasz tą dziewczynę, Nicole?

    – Kogo, koleżankę Liama? – zapytałam nieco zagubiona.

    – Ta.. chłopaki nieźle namieszali. Co tam, że cały czas uciekamy, że były ogromne szanse, że nas postrzelą, w ogóle jej nie sprawdzili, niczego o niej nie wiedzieli.

    – Jej tata okazał się kimś trochę jak glina. Prześledził cały jej telefon. – Eleanor się trzęsła. –Tak bardzo się cieszę, że Cię tam nie było i nie musiałam być świadkiem tego wszystkiego. Pojawili się znikąd i zaczęli strzelać, wszędzie była krew. Myślę, że to był Zayn. Jeden z nich został postrzelony.

    – Nikt inny nie był ranny, ale widziałam jakiś piętnastu postrzelonych gliniarzy – zaczęła szlochać.

    – O Boże – tyle zdołałam wykrztusić. – Nie wiem co powiedzieć.

    – Nic się nie dzieje – otarła swoje policzki. Zauważyłam czarne smugi pod jej oczami od tuszu, i ona też je zauważyła, bo wytarła je swoją koszulką. – To była jedyna zła rzecz jaka się tam zdarzyła.

     Jasne,
pomyślałam. Musiałam zacząć bawić się palcami i wyginać je, by powstrzymać się od powiedzenia na głos jak idiotycznie to zabrzmiało.

    – Nadal nie sądzę, że to dobry pomysł – powiedziałam. Nawet gdybym nie miała wyboru.

    – Czekaj – Eleanor położyła dłoń na mojej twarzy. Mała zmarszczka pojawiła się między jej brwiami i nawet kiedy spytałam co robi, nie poruszyła się. – Usłyszałam coś i przysięgam, to na pewno nie byłam ja.

    – Ja nic nie słyszę – westchnęłam rozdrażniona.

    – Shhh.

     Zastygłyśmy tak, nasłuchując jakichkolwiek głosów. W moim sercu pojawiło się strasznie nieprzyjemne uczucie kiedy usłyszałam jakiś ruch.

    – Cholera, El – popatrzyłam na nią z desperacją  w oczach. – Co mamy zamiar zrobić?

    – Cisza – pochyliła się gwałtownie by chwycić coś przywiązane do jej łydki. Gapiłam się na jej ręce widząc jak wyciąga ze skrytki nóż, a potem...

     Odgłosy stawały się coraz głośniejsze, a Eleanor chwyciła rękojeść noża i obróciła go w drugą stronę, tak że skierowane było do drzwi. W swojej drugiej dłoni trzymała mały pistolet, a dłoń z nim, przełożyła nad drugą ręką, tak że dłoń z nożem znajdowała się na dole, stanowiąc podparcie.

     Nie mogłam mówić, nie mogłam oddychać. Moja najbliższa przyjaciółka, moja jedyna przyjaciółka, była tutaj, mając pieprzony pistolet  w swojej dłoni. Mierząc z niego w stronę niczego. Mogła komuś wyrządzić krzywdę. Ktoś mógłby otworzyć drzwi, nie wiadomo kto, a ona chciałaby tylko ochronić siebie i wystrzeliłaby.

    – Eleanor, nie! – skoczyłam, stając naprzeciw niej. Moje serce biło jak oszalałe.

    – Co ty do cholery wyprawiasz? – syknęła, opuszczając broń. Jej oczy były wielkie i dzikie, wyrażające niedowierzanie.

    – Co.. co do cholery? Co ja wyprawiam? Eleanor, spójrz na siebie! Trzymasz w swojej dłoń broń! – zająknęłam się i poczułam się tak, jakbym właśnie ją straciła. – Odłóż to. Dlaczego, kurwa, przynosisz coś takiego do mojego domu?

    – Myślisz, że Louis zostawiłby mnie samą bez niczego czym mogłabym się ochronić? – jęknęła i pomachała dłońmi w moją stronę. – Po prostu zaczekaj. Wydaje mi się, że ktoś jest w domu.

    – Taa – zaśmiałam się sarkastycznie. – Moja rodzina.

     Eleanor zignorowała mnie i otworzyła drzwi od mojej sypialni.

     Nie, jęknęłam w myślach. Jeśli ktokolwiek ją zobaczy, oni... Oni nie mogą. Ludzie myślą, że ona nie żyje. Starałam się chwycić ją za rękę i przyciągnąć, ale mnie odepchnęła.

    – Eleanor! – chrząknęłam i wepchnęłam ją do mojego pokoju dosłownie sekundę przed tym jak na korytarzu pojawił się mój tata niosąc kosz z brudnymi ubraniami.

    – Evelyn – mruknął i zatrzymał się w pół kroku. – Wszystko dobrze? Zrobiłaś się jakaś blada.

    – Pp-przepraszam. Właśnie coś mi się przypomniało –skłamałam  potarłam dłonią mój kark, czując kropelki potu pod palcami. Głupia, głupia, pomyślałam o Eleanor. Co ty sobie do cholery myślałaś? 
    – Chodź, twoja matka potrzebuję Cię żebyś pomogła jej pozmywać – powiedział szorstko i szarpnął ją za rękę w stronę kuchni.

    – T-teraz? – przygryzłam wargę. Przestań się jąkać.

     – Tak, teraz. Właśnie wyszła i trzeba umyć naczynia – powiedział mój tata zirytowany, po czym odszedł. Gapiłam się na niego dopóki nie odszedł i wtedy tupnęłam nogą wściekła. – Dalej, nie zmuszaj mnie bym powiedział to jeszcze raz – krzyknął. Skrzywiłam się, a potem rozejrzałam się w tę i z powrotem by zbiec na dół.
***

     Kiedy wróciłam do pokoju, Eleanor już nie było, nie zostawiła po sobie żadnych śladów. Na ziemi znalazłam list. Nie jakaś krótka notka, ale długi na stronę list.

     Napisany tym samym charakterem pisma co zawsze.

     Obiecujemy, że nie skrzywdzimy cię w żaden sposób, jeśli tylko zgodzisz się pojawić w podanym miejscu.  Poza tym, cały czas mamy cię na oku. Więc wiedz, że jeśli zdecydujesz się wziąć ze sobą jakąkolwiek osobę lub broń, my będziemy zmuszeni użyć naszej.

     Już złapaliśmy jednego. Nie chce zdradzić nam swojego imienia. Przystojny mężczyzna, o ciemnych włosach i oczach. Jest teraz z nami, krzyczy. Nie martw się, pozwolimy mu żyć jeśli zjawisz się w szkole.

     Chcemy tylko porozmawiać. Jestem w pełni świadom tego, że jesteś zagubiona w tym wszystkim. W tym czy Harry ci coś powie, czy nie. Zwykła pogawędka i to będzie koniec. Obiecujemy.

     Jeśli jesteś zbyt bardzo przerażona i zdecydujesz się zostać w domu, sprawimy, że jego śmierć będzie tak bardzo bolesna, jak tylko się nam uda. Tuż po 7:30 jutro.

     f.r.

***

     To właśnie dlatego byłam tutaj, sama, stojąc na zewnątrz czarnego, dwu wiecznego budynku, który kiedyś był szkołą. Wszystkie meble znajdujące się w środku były pewnie kupą gruzu, czarne, jak popiół, z powodu pożaru który miał miejsce kilka lat temu.

      Coś odbijało się od szczytu budynku, srebrne światło księżyca ukazywało coś świecącego, co mrugało na mnie. Gapiłam się na to, zanim zdałam sobie sprawę, że to coś wskazywało na mnie. Odwróciłam się powoli i spojrzałam w kierunku tego kogoś, kto znajdował się za pistoletem. Nie mogłam zobaczyć nikogo ale mogłam zaryzykować, że byłam uważnie obserwowana.

      Wzięłam głęboki oddech i weszłam do budynku. Był wybrakowany, ale ktokolwiek kto teraz znajdował się w środku pozbył się łańcuchów z bramy. Drzwi były zamknięte, a ja nie miałam niczego czym mogłabym je otworzyć. Uderzałam w nie moim ramieniem dopóki się nie otworzyły i przecisnęłam się wtedy przez małą szczelinę.

       Czułam się tak jakby w moim brzuchu otworzono właśnie pieprzone zoo, moje serce biło jak oszalałe. Moje nogi się trzęsły, a ja desperacko chciałam dotrzeć do ściany i oprzeć się o nią próbując się jakoś uspokoić jednak bałam się, że ta, pod moim dotykiem runie. Miejsce było wykonane z kamienia, ale wydawało się takie kruche, że bałam się nawet oddychać.

       Najpierw weszłam do korytarza. Ściany były zawilgocone i śmierdzące. Wiatr gwizdał mi w uszach, aż przeszły mnie ciarki. Było tu bardzo zimno.

       Pokój, do którego weszłam dziwnie pachniał chemikaliami i farbą. Szłam po ścianie, gdy w pewnej chwili coś pojawiło się w zasięgu mojego wzroku. Ktoś narysował strzałę wskazującą na klapę w podłodze.

    – Czy to są kurwa jakieś żarty? -mruknęłam. Nie chciałam tam iść, ale co teraz mogłam zrobić? Jeśli zacznę uciekać, ktoś wystrzeli z broni i bam! jestem martwa. I ktokolwiek kogo trzymają w niewoli zginie przeze mnie. Cholera. 

      Złapaliśmy już jednego,
tak mówiła notatka. Miałam ją w kieszeni. Ciemne włosy i oczy. Jeśli udało im się złapać kogoś z gangu Harry'ego, to jedyni, którzy przychodzili mi na myśl to byli Zayn albo Liam.

       Otworzyłam klapę z myślą o tym, że jeden z nich jest tam sam z ludźmi, których w ogóle nie znam i zaczęłam schodzić w dół po zardzewiałej drabince przymocowanej do ściany. Spojrzałam w dół chwytając jeden szczebel po drugim. To wyglądała jak czarna, nieskończona dziura. Ciemność zaczęła mnie pochłaniać, a ja zaczęłam panikować. Schodziłam w dół do piwnicy starej i opuszczonej szkoły w totalnej ciemności.

       Czułam się jakby minęły godziny odkąd zaczęłam schodzić w dół i ujrzałam nikły płomień świecy, kiedy w rzeczywistości zejście w dół zajęło mi jakieś dwadzieścia sekund.

       Zamierzamy tylko porozmawiać. Uspokój się, Evelyn.

       Dźwięk uderzającej w coś wody roznosił się echem. Ściany były całe wilgotne, tak jak myślałam, i tylko trzy świece dawały jakieś światło hali liczącej około 100 stóp.

       Jak do cholery mam tutaj znaleźć jakąś drogę? Pomyślałam rozglądając się i szukając wzrokiem jakiś kolejnych strzał-wskazówek. Po chwili, kiedy już nic nie mogłam znaleźć uznałam, że dobrym pomysłem będzie wziąć jedną ze świec by choć trochę rozświetlić sobie drogę.

       Im bardziej zbliżałam się do końca, tym cieplej było. Dokładnie pięć minut temu mało nie rozrywałam kurtki starając się owinąć nią jak najszczelniej, a teraz miałam ochotę po prostu ją zrzucić.

       Niepokój wdarł się do mojej podświadomości, ale wciąż dopingowałam się w myślach by iść dalej.

        Przejście dalej blokowały ogromne, stalowe drzwi, a nich był namalowany mój tatuaż, tylko, że w o wiele większych rozmiarach. Zmarszczyłam brwi, a przez moje ciało przeszła fala wściekłości i kopnęłam w drzwi próbując je otworzyć. Odsunęły się bardzo łatwo, ponieważ nie były zamknięte. Mimo to jednak były ciężkie i przez chwilę myślałam, że skręciłam kostkę. Zaskrzypiały głośno kiedy się przez nie przeciskałam.

    – Halo? – zawołałam głośno. Echo okazało się o wiele głośniejsze niż się spodziewałam. Coś zajęczało w ciemności, a ja przestałam oddychać czując dreszcz przebiegający wzdłuż mojego kręgosłupa.

     Światła świeczki po prawe migotały, i wtedy zobaczyłam postać znajdującą się naprzeciwko. Zamknęłam swój własny nadgarstek w uścisku drugiej dłoni i przygryzłam moją wargę tak mocno, że aż poczułam smak krwi.

    – Halo? – wyszeptałam ponownie, a wtedy stłumiony jęk rozbrzmiał jeszcze raz, tym razem jednak bliżej. Ruszyłam w kierunku tego dźwięku najciszej jak potrafiłam. Moje stopy szurały po zimnej, betonowej posadzce, a kurz unosił się w powietrzu zatykając moje nozdrza. Powietrze było wilgotne i zatęchłe, musiałam powstrzymywać się od tego by nie zacząć kaszleć, ponieważ wtedy ktoś by mnie usłyszał.

    Moje serce biło tak szybko jak nigdy wcześniej. Bałam się, że zaraz wyskoczy mi z piersi więc spróbowałam uspokoić mój oddech jednak nie potrafiłam. Potrzebowałam tlenu zamiast kurzu. Zapach pleśni i brudu był bardzo silny, sprawiał, że robiło mi się niedobrze. Potrzebuję powietrza, muszę się stąd wydostać.

   
Jakaś sylwetka osunęła się na krześle, a światło świecy ułatwiło mi rozpoznanie tej osoby.

    Jego włosy były splątane oraz wilgotne i tłuste, prawdopodobnie z powodu tego, że w pomieszczeniu było bardzo ciepło. Nie miał na sobie koszulki i był brudny. Jakaś ciemna ciecz sączyła się z jego skroni tworząc ścieżkę wzdłuż lini jego szczęki, a na jego ciele można było zauważyć plamy oraz siniaki.

   Stłumiłam westchnienie, ale mężczyzna nadal mnie słyszał i spojrzał na mnie poważnym, pełnym bólu wzrokiem.

    –Liam?

   Jego głowa przechyliła się na bok, a jego zgięte ręce, starały się uwolnić nadgarstki ciągnąc linę bezwładnie. Otworzył swoje usta by odezwać się do mnie, zatrzymać mnie i jęknął z irytacją próbując poruszyć swoimi nogami po czym osunął się bezwładnie.

    – Ah, Evelyn? – syknął jakiś głos ukryty w cieniu. – Nie powinnaś być po tej stronie. Oh,–zachichotał – to ironiczne.– był to męski głos. Mogłam usłyszeć dudnienie w jego piersi i poczuć uśmiech, który zakradł się na jego twarz, ale to nie był mężczyzna z wczoraj. To nie mógł być on.

    Zamarłam i mimo tego, że moje płuca domagały się tlenu wstrzymałam mój oddech. Oni wiedzieli, że tutaj jestem nawet jeśli w całym pomieszczeniu było ciemno, nie licząc tej świecy palącej się w rogu,która nie oświetlała nawet ani jednego mojego włosa.

    Jakaś zimna dłoń przyciągnęła mnie do swojej klatki piersiowej, a ja starałam się wyrwać i uderzyć napastnika łokciem w brzuch. Niestety jego dłoń znalazła się na moich ustach, które były otwarte, ponieważ ciężko przez nie oddychałam. Czuć było od niej jakimiś chemikaliami. Wierzgnęłam jeszcze raz i usłyszałam jęk osoby kiedy uderzyłam ją w ramię. Wymachiwałam rękami jak szaleniec, ale oni chwycili mnie ponownie. Jeszcze mocniej niż poprzednio.

     Usłyszałam jeszcze głos mówiący coś o tym jak bardzo byłam temu wszystkiemu winna tuż przed tym jak zemdlałam.


jeśli przeczytałaś/eś, zostaw komentarz :)
_____________________________________
Czesc! Wow, wow, coz za rozdzial, karteczki, El, pelno tajemnic!Te ff moim zyciem, a wy jakie macie odczucia?! Jak wiecie rozdzial nie byl dodany w sobote, poniewaz bylo zbyt malo komentarzy dlatego pamietajcie 60 KOMENTARZY i wtedy next rozdzial! + PROPSY dla Dominiki za przetłumaczenie tego rozdzialu :*


Po prostu czytasz = napisz swoje odczucia w komentarzu. 

Jesli macie jakieś pytania(Do FF) zapraszam na ASK BLOGA > KLIKNIJ!

Do tego chciałabym was zaprosić na moj kanał na YouTubie > kliknij i ZASUBSKRYBUJ! 

66 komentarzy:

  1. Wgl co tu sie dzieje?
    Świetny xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow..co tam się dzieje?
    Same tajemnice..xd
    Proszę szybko o next ! ;#

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow..co tam się dzieje?
    Same tajemnice..xd
    Proszę szybko o next ! ;#

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurde ile sie dzieje,nic nie rozumiem
    Świetny!

    OdpowiedzUsuń
  5. Czekam na kolejny ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. O nie nie!
    Evelyn! Ja chce wiecej romantycznego Harry'ego! ):

    OdpowiedzUsuń
  7. Bez sensu, że dwa razy ten sam kawałek tekstu.... nie rozumiem po co ale okeeeej.... dziękuję za tlumaczenie, nie wiem kto to Dominika ale ode mnie również propsy :D
    /Natka

    OdpowiedzUsuń
  8. Popieram poprzedniczkę jeśli chodzi o powtórkę tekstu. A rozdział ogólnie WOW!

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny rozdział .
    Jfguvg co tu się dzieje!?
    Mam nadzieję że Evely i Liam'owi n nic nie będziei Harry ich uratuje
    czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam nadzieję, że im się nic nie stanie i Hazz przyjdzie im na ratunek <3 ~@heroineNialler

    OdpowiedzUsuń
  11. Jezu moje serce bije jak szalone ! Kocham to ff x

    OdpowiedzUsuń
  12. Meeeeeeegaaaaaa

    OdpowiedzUsuń
  13. Wow! ����

    OdpowiedzUsuń
  14. omg co się dzieje? kto to jest? kurde dajcie następny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  15. Robi się ciekawie ^^

    OdpowiedzUsuń
  16. Nn proszę! :x

    OdpowiedzUsuń
  17. Mogę.. Prosić o więcej? *.*

    OdpowiedzUsuń
  18. Gfhggjjdjhhdj!

    OdpowiedzUsuń
  19. omg zajebisty rozdział cdsjaknvdbt

    OdpowiedzUsuń
  20. Wtf, jaka akcja ;o

    OdpowiedzUsuń
  21. O jacie , ciekawe kto to i co z Evelyn :0 <3

    OdpowiedzUsuń
  22. jeju fjiosdjgiosjdiojao czekam z niecierpliwością na kolejny

    OdpowiedzUsuń
  23. OhhhChce next
    / Natka

    OdpowiedzUsuń
  24. Jedno słowo jakie opisuję ten rozdział GENIALNE !

    OdpowiedzUsuń
  25. Ciekawe co dalej

    OdpowiedzUsuń
  26. Ostro, nareszcie zaczyna się coś dziać :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Jestem 23.35 a ja jestem strasznie głodna :/

    OdpowiedzUsuń
  28. Czemu już nie tlumaczycie Intangible?

    OdpowiedzUsuń
  29. 60 komentarz ;)

    OdpowiedzUsuń
  30. WOW! Nie spodziewałam się Eleanor, rozdział cudny♡♡♡♡ czekam na next...

    OdpowiedzUsuń
  31. O Jezusie!!! Mam nadzieję że jej nic nie zrobią...

    OdpowiedzUsuń
  32. no nieźle xD zobaczymy co będzie dalej :D dziękuję za rozdział! @hallxofxfame .xx

    OdpowiedzUsuń
  33. Hej, dzisiaj skończyłam czytać to opowiadanie, które znalazłam tydzień temu. Nie rozumiem tylko postaci ojca Evelyn. Będę wdzięczna, jeżeli ktoś mi to wytłumaczy.

    OdpowiedzUsuń
  34. Woo .... Nie wiem co mam powiedzieć dalej jestem w szoku ....

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy